poniedziałek, 30 listopada 2015

29 Listopada droga do uyuni

Dziś mieliśmy w planie długi przejazd do uyuni. Juz na początku mieliśmy trochę problemow z gps , który poprowadził nas wąskimi druzkami w górę.  Na szczęście z pomocą taksówkarza trafiliśmy na właściwą drogę. Gdy juz uradowani rozpedzilismy się na autostradzie przyszedł zimny prysznic w postaci kontroli predkosci. Na szczęście skonczylo się na pouczeniu i ostrzezeniu o kolejnych kontrolach. Duza w tym zasługa Ani i jej uroku.
Dalej nastawilismy się na długi odcinek szutrowy i tu nastąpiła miła niespodzianka. Właśnie robią na tej trasie asfalt i zalapalismy sie na bardzo dlugi odcinek asfaltu. Szutru zostało nam tylko 20 km. 
Niestety pojawiły się drobne problemy z autem, ale dojechaliśmy do celu i jutro na auto spojrzy mechanik.
Nasz hotel jest bardzo ładny,  a nawet szafki i podloga w pokoju są solne.


niedziela, 29 listopada 2015

28 listopada La Paz

Pierwszy dzień poświęciliśmy na sprawy organizacyjne i aklimatyzacje. Dłuższy sen dobrze nam zrobił.  Po skromnym śniadaniu poszliśmy odebrać samochód. Po drodze spotkaliśmy przy katedrze barwny tłum radosnie swietujacy swoje swieto. Odbior samochodu nie byl taki prosty i zajął nam trochę czasu. Trzeba było też uzupełnić prowiant,  co zrobiliśmy na lokalnym bazarku. W naszym menu znajdą sie w najbliższych dniach pomidorki, banany, ,orzechy, ser, pieczywo.
Utrudzeni i głodni wybraliśmy przytulną,  nową knajpkę na obiad. Trafiliśmy nieźle i najedzeni wróciliśmy przez prawdziwy targ czarownic do hotelu na sjestę.







sobota, 28 listopada 2015

27 listopada Lima

Dziś mieliśmy cały dzień oczekiwania na wieczorny ostatni lot do celu. Postanowiliśmy go wykorzystać na zwiedzenie Limy i okolic. Taksówką dojechaliśmy do centrum,  a następnie lokalnym transportem publicznym do Pachiacamac. Sama podróż wsrod lokalnych mieszkańców była świetnym przeżyciem,  a sposobów na zatrzymywanie,  kasowanie biletów i wysiadanie nie da się opisać.  To trzeba zobaczyć samemu.  W powrotną drogę udało nam się załapać z grupą turystyczną.  Plusem byla jazda piętrowym autobusem z otwartym górnym podkładem.
Trochę głodni zasiedlismy w knajpce na obiad. Wybraliśmy seviche i owoce morza.  Jako dodatek dostaliśmy pisco i chcica morada. Wszystko było pyszne.  Na deser w kawiarence chwilę posiedzieliśmy przy malej czarnej i czekoladzie. Ostatnim punktem był park la reserva. Jego główną atrakcją są liczne fontanny. Kazda jest inna i kazda jest piękna.  Warto odwiedzić to miejsce.
Nadszedl czas na powrót na lotnisko i pożegnanie z Peru.


6 listopada Podróż do Limy

Zaczęło się wszystko od 20 minutowego opóźnienia samolotu z Gdańska do Berlina. Był więc lekki stres czy nie ucieknie mi samolot do Madrytu. Na szczęście samoloty były na sąsiednich bramkach i zdążyłam bez problemu.
W Madrycie spotkaliśmy się już całą grupą. Wtedy też miałam pierwszą przygodę. Bramka wylosowala mnie do testu narkotykowego. Pierwszy pomiar i ku mojemu zaskoczeniu kolor czerwony. Wielkie poruszenie i ponowna kontrola na boku. Tu za pierwszym razem urządzenie nic nie pokazało, ale kolejna próba dala wynik zielony i mnie puszczono.
Po tych emocjach zjedliśmy kolację i kontynuowalismy oczekiwanie na samolot. Ten niestety spóźniony przyleciał i nasz wylot znow się opoznil.