Dziś mieliśmy cały dzień oczekiwania na wieczorny ostatni lot do celu. Postanowiliśmy go wykorzystać na zwiedzenie Limy i okolic. Taksówką dojechaliśmy do centrum, a następnie lokalnym transportem publicznym do Pachiacamac. Sama podróż wsrod lokalnych mieszkańców była świetnym przeżyciem, a sposobów na zatrzymywanie, kasowanie biletów i wysiadanie nie da się opisać. To trzeba zobaczyć samemu. W powrotną drogę udało nam się załapać z grupą turystyczną. Plusem byla jazda piętrowym autobusem z otwartym górnym podkładem.
Trochę głodni zasiedlismy w knajpce na obiad. Wybraliśmy seviche i owoce morza. Jako dodatek dostaliśmy pisco i chcica morada. Wszystko było pyszne. Na deser w kawiarence chwilę posiedzieliśmy przy malej czarnej i czekoladzie. Ostatnim punktem był park la reserva. Jego główną atrakcją są liczne fontanny. Kazda jest inna i kazda jest piękna. Warto odwiedzić to miejsce.
Nadszedl czas na powrót na lotnisko i pożegnanie z Peru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz