sobota, 31 stycznia 2015
31 stycznia Christchurch i Queenstown
piątek, 30 stycznia 2015
30 stycznia. Witaj Nowa Zelandio
Dziś nic wielkiego się nie działo. Caly dzień w samolocie i na lotnisku. Nowa Zelandia przywitała nas chłodniejszą pogodą, ale w tym przypadku pozwoliło nam trochę odetchnąć od upału.
czwartek, 29 stycznia 2015
29 stycznia Kuraanda
środa, 28 stycznia 2015
28 stycznia Cairns
wtorek, 27 stycznia 2015
27 stycznia Alice Springs
poniedziałek, 26 stycznia 2015
25 stycznia Uluru
Dzisiejszy dzień to pierwsze spotkanie z Outbackiem. Temperatura po wyladowaniu wyniosła "tylko" 37 stopni. Przeskok był więc ogromny. Trudy klimatyczne zostały zrekompensowane calkowicie prze bajeczne widoki gór Olgas i najbardziej znanej Uluru. Żadne zdjęcia nie oddadzą magii tego miejsca. Uwinczeniem wspaniałego dnia byl piknik na pjnkcie widokowym z szampanem i przekąskami.
26 stycznia Uluru część druga.
Dzisiaj wielkie święto Australijczyków i ich odpowiednik naszego dnia niepodległości. Obchodzą go na pamiątkę przybycia do dzisiejszego portu Sydney pierwszych odkrywców. Liczyliśmy na wielkie świętowanie w Alice Springs. Niestety w miastecxku, do którego przybyliśmy wieczorem, nie przewidziano żadnych atrakcji. Poranny spacer w bliskości Uluru przyniósł nam wiele wrażeń i pokazał jaką moc ma deszcz, ktory spadł tam 2 tygodnie temu. Wszystkie roślinki zaczynają kwitnąć, zamieniając pustynny kraiobraz w brązowo-zielony dywan.
Przyszła kolej na 450 km przejazd do Alice Springs. Okazal się on bardzo sprawny, a drogi bardzo dobrej jakości. Przez większość czasu mogliśmy jechać powyżej 100km/h. Podróż zostala urozmaicona dwoma postajami. Za pierwszym razem mogliśmy napawać się wspanialymi widokami czerwonej pustyni i solnych jezior. Za drugim razem zatrzymaliśmy się na farmie, gdzie pierwszy raz widzieliśmy kangury i emu. Niestety wyłącznie za kratami.
Tak dotarliśmy do Alice Springs, które rozczarowało nas vrakiem fety. Może jutro to nadrobi, gdy będziemy bliżej się z nim zapoznawać.
sobota, 24 stycznia 2015
24 stycznia Blue Mountain
Dzisiejszy dzień poświęciliśmy na odwiedzenie starej górniczej osady Kuraanda leźącej nad malowniczymi górami Blue Mountains, które swoją nazwę zawdzięczają błękitnej poświacie tworzonej przez opary olejków eukaliptusowych. Przejażdżka kolejką niczym z parku rozrywki i malownicze wodospady zostawiają niesamowite wspomnienia i lekki niedosyt, ze trzeba już się źegnać z tym pięknym miejscem.
Przeźyliśmy teź zabawną historię w barze, w którym zatrzymaliśmy się na lunch. Okazało się, że dla obsługi 50 minut to mało na podanie prostego posiłku. Ostatecznie dostaliśmy nasze zamowienie na wynos i zjedlismy w drodze powrotnej do Sydney.
Na deser pozostał nam spacer po starej portowej dzielnicy The Rocks oraz ostatni rzut oka na operę i Sydney Harbour Bridge.
Zmęczeni ale zadowoleni wróciliśmy do hotelu, korzystając jeszcze w ciągu dnia z metra i jego najstarszej stacji.
piątek, 23 stycznia 2015
23 stycznia Sydney
Prawdziwy pierwszy dzień wycieczki dostarczył nam wspaniałą pogodę. Na początek odbyliśmy rundkę po centrum Sydney. Całkiem urokliwe miasto, gdzie nowoczesność łączy się ze starymi jak na to miejsce budynkami. Mamy więc stary kościółek wciśnięty pomiędzy drapacze chmur, ale teź liczne parki pełne biegaczy. Upojeni widokiem opery i Harbor Bridge udalismy do Manly, gdzie mają wspaniałe plaże i piasek (taki jak na naszych polskich plażach). Trochę zmęczeni całodziennym spacerem i słońcem wróciliśmy do opery na operę "Zaczarowany flet" w bardzo komediowej wersji, która wszystkim przypadła do gustu.






