czwartek, 29 stycznia 2015

29 stycznia Kuraanda

Ostatni dzień w Australii to wycieczka do Kuraandy. Jest to dawna górnicza osada,  a obecnie punkt wypadowy do lasów deszczowych. My jednak rozpoczęliśmy dzien od wizyty w małym zoo, w którym czekały na nas diabły tasmanskie,  dingo, krokodyle,  a takze skaczące wokół naszych nog wszedobylskie kangury.  Największą atrakcją były jednak misie koala, ktore leniwie spoglądały na nas z gałęzi eukaliptusowych.  Chetni mogli wykonać sobie pamiątkowe zdjęcie z koala trzymanym na rękach.
Kolejną atrakcją był przejazd amfibią po lesie deszczowym i jeziorku. Z bliska widzieliśmy tam niesamowite rośliny i liczne gady oraz płazy.  Na koniec wizyty w zoo-parku mieliśmy okazję na samodzielne poznanie techniki rzutu bumerangiem oraz na obejrzenie pokazu tańców aborygeńskich.
Z zoo pojechaliśmy już do pobliskiej Kuraandy.  Jest to malutkie miasteczko nastawione na turystów.  Stanowi jednak punkt końcowy kolejki jeżdżącej na trasie Cairns-Kuraanda i to dla tej kolejki warto odwiedzić to miejsce.
Trasa kolejki wiedzie przez góry i las deszczowy, oferując podróżnym wspaniale widoki. Do najpiękniejszych trzeba zaliczyć wodospady Barron. 10 minutowy postój byl zdecydowanie za krótki,  aby w pełni napawać się pięknem tego miejsca.  Cała podróż trwa niecałe dwie godziny,  ale upływa bardzo szybko, dzięki cudownym krajobrazom.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz