Dzisiaj wielkie święto Australijczyków i ich odpowiednik naszego dnia niepodległości. Obchodzą go na pamiątkę przybycia do dzisiejszego portu Sydney pierwszych odkrywców. Liczyliśmy na wielkie świętowanie w Alice Springs. Niestety w miastecxku, do którego przybyliśmy wieczorem, nie przewidziano żadnych atrakcji. Poranny spacer w bliskości Uluru przyniósł nam wiele wrażeń i pokazał jaką moc ma deszcz, ktory spadł tam 2 tygodnie temu. Wszystkie roślinki zaczynają kwitnąć, zamieniając pustynny kraiobraz w brązowo-zielony dywan.
Przyszła kolej na 450 km przejazd do Alice Springs. Okazal się on bardzo sprawny, a drogi bardzo dobrej jakości. Przez większość czasu mogliśmy jechać powyżej 100km/h. Podróż zostala urozmaicona dwoma postajami. Za pierwszym razem mogliśmy napawać się wspanialymi widokami czerwonej pustyni i solnych jezior. Za drugim razem zatrzymaliśmy się na farmie, gdzie pierwszy raz widzieliśmy kangury i emu. Niestety wyłącznie za kratami.
Tak dotarliśmy do Alice Springs, które rozczarowało nas vrakiem fety. Może jutro to nadrobi, gdy będziemy bliżej się z nim zapoznawać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz