Dzisiejszy dzień poświęciliśmy na odwiedzenie starej górniczej osady Kuraanda leźącej nad malowniczymi górami Blue Mountains, które swoją nazwę zawdzięczają błękitnej poświacie tworzonej przez opary olejków eukaliptusowych. Przejażdżka kolejką niczym z parku rozrywki i malownicze wodospady zostawiają niesamowite wspomnienia i lekki niedosyt, ze trzeba już się źegnać z tym pięknym miejscem.
Przeźyliśmy teź zabawną historię w barze, w którym zatrzymaliśmy się na lunch. Okazało się, że dla obsługi 50 minut to mało na podanie prostego posiłku. Ostatecznie dostaliśmy nasze zamowienie na wynos i zjedlismy w drodze powrotnej do Sydney.
Na deser pozostał nam spacer po starej portowej dzielnicy The Rocks oraz ostatni rzut oka na operę i Sydney Harbour Bridge.
Zmęczeni ale zadowoleni wróciliśmy do hotelu, korzystając jeszcze w ciągu dnia z metra i jego najstarszej stacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz