Dni przelotowe siłą rzeczy nie oferują wielu atrakcji. Jednak i tym razem mogliśmy doświadczyć przygód. Niewątpliwą atrakcją był transfer na lotnisko. Zamiast zwykłym busem, pojechaliśmy tradycyjnym, lokalnym środkiem transportu - "wooden bus". Jest pojazd przypominający wyglądem amerykańskie autobusy szkolnl. Pozbawiony jest jednak bocznych szyb, a ławki do siedzenia to dwie proste deski. Swoje braki wyposażenia nadrabia barwnym malowaniem i zdobieniami wnętrza.
Dwugodzinna podróż na lotnisko upłynęła nam w bardzo radosnej atmosferze i trzeba przyznać, że musieliśmy w tym autobusie robić wrażenia na tubylcach , bo bardzo zywiolowo reagowali na nasz widok.
Tuż przed lotniskiem zrobiliśmy jeszcze mały przystanek przy stawie z żółwiami i nadszedł czas pożegnania z Samoa.
Po trzygodzinnym locie i dwugodzinnej jeździe do naszego resortu ukazało nam się bardzo malownicze, a przede wszystkim zaciszne miejsce. Brakuje tu zgiełku typowego dla kurortów np. Meksyku, a okalająca zieleń i zbocza gór działają bardzo relaksująco.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz