Dzisiejszy dzień też rozpoczęliśmy niespiesznie. Całe przedpołudnie pozostaliśmy w Whitehorse, rozpoczynając zwiedzanie od lokalnego muzeum. Prezentuje ono historię gorączki złota na tym terenie oraz zapoznaje z florą zamieszkującą te bezkresne tereny.
Po muzeum nadszedł czas na małe zakupy na najbliższe dni. Załadowani po brzegi odwiedziliśmy polskiego kapłana z miejscowej parafii. Przyjechał tutaj dopiero w zeszłym roku, a pod swoją opieką ma ogromny obszar. Nieraz jego objazdy parafii liczą około 2000 km. Pomimo trudno trudnych warunków zachowuje pogodę ducha, a z nami podzielił się mięsem łosia. Był to idealny prezent dla nas, bo dziś na trasie mieliśmy zaplanowany grill. Wzdłuż każdej drogi usytuowanych jest mnóstwo miejsc do piknikowania. Każde wyposażone jest w stoły, grille, a nawet pocięte kłody drewna. Nic tylko korzystać. Na naszym grillu oprócz łosia znalazł się łosoś, steki wołowe i wieprzowe, a nawet ziemniaki i ser pleśniowy. Cała ekipa z zaangażowaniem podeszła do tematu i posiłek był wyborny.
Cały czas poruszamy się na północ i stan dróg jest coraz gorszy. Nadał mamy przed sobą asfalt, ale niestety jego jakoś jest coraz słabsza i odwrotnie proporcjonalna do ilości nierówności. Dlatego dziś na nocleg dotarliśmy dopiero po 21.
środa, 30 sierpnia 2017
29 sierpnia Dawson City
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz