piątek, 25 sierpnia 2017

21 sierpnia Toronto

Podróż do Toronto przebiegła bardzo sprawnie. Jedyną ciekawostką był samolot rodem z lat 80. Do tej pory nie spotkaliśmy się z samolotem na locie transatlantyckim bez systemu rozrywki i tak archaicznymi wyposażeniem. Najważniejsze jednak, że nas szczęśliwie dowiózł do celu. Sen i książka zdały egzamin.
Sama Kanada przywitała nas mocnym akcentem jak w filmach Hitchcoca, zaćmieniem słońca. Wprawdzie w Toronto było ono zaledwie 70%, ale i tak było zauważalne. W telewizji mogliśmy zaś oglądać pełne przejęcia relacje reporterów z USA.
Po krótkim odpoczynku pojechaliśmy do miasta, które imponuje nowoczesnością. Każdy wolny skrawek przestrzeni wykorzystany został na wieżowiec, a liczba pracujących dźwigów jest imponującą. Bez przesady można powiedzieć, że miasto zmienia się z dnia na dzień. Po krótkim objeździe centrum, wjechaliśmy windą na wieżę telewizyjną. Rozpościera się z niej widok na jezioro i pełną panoramę miasta. Dla odważnych istnieje możliwość wejścia na szklaną taflę, przez którą patrzymy ponad 300 metrów w dół na ludzi wyglądających jak mrówki i samochody jak resoraki. Wieża wybudowana została przez firmę kolejową w początkowej fazie powstawania miasta i stąd po przeciwnej stronie ulicy znajduje się stara parowozownia z wielką obrotnicą. Obecnie jest to muzeum, a przed nim można podziwiać dawne lokomotywy, które walnie przyczyniły się do budowy Kanady.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz