Zaczynamy dzisiaj naszą przygodę z salarem. Na początek małe zakupy aprowizacyjne i ruszamy w drogę. Pierwszy punkt programu to cmenterzysko lokomotyw. To pustynne miejsce, gdzie porzucone zostały zbędne już parowe lokomotywy. Ograbione z części tworzą przerażający pejzaż. Pierwsze kilometry ukazują nam piękno tego miejsca, a równomierne kształty plastrów solnych budzą podziw. W drodze na sam srodek salaru (wyspa) kilkukrotne zatrzymujemy się na zdjecia. Krajobrazy zapierają dech w piersiach. Na drodze przydaje się kompas, gdyż nie ma tam wytyczonych dróg. Można jechać w dowolnym kierunku, a tylko najbardziej uczeszczane ścieżki są bardziej wyjezdzone.
Po dotarciu na wyspę urządzamy sobie mały trening i wspinamy się na jej szczyt. Trud zostaje nagrodzony wspanialymi widokami.
Ruszamy w dalszą drogę do Colcha K. W istocie jest to niewielka wioska, ale z powodu braku wody w jedynym hotelu ciężko jest znaleźć nocleg. Z ratunkiem pospiesza nam mieszkanka sąsiedniej wioski, którą wraz z siostrzeniaca zebraliśmy na stopa. Ostatecznie ladujemy na kwaterze prywatnej. Atmosfera jest bardzo sympatyczna, a odwiedzają nas również Francuzi mieszkający w tym hotelu bez wody. Korzystają z prysznicow na naszych kwaterach. Na szczęście ciepłej wody starcza dla wszystkich.
czwartek, 3 grudnia 2015
1 grudnia Salar
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz