Miał to być zwykły, spokojny dzień, ale jak zwykle na każdej trasie przytrafiają się niespodzianki. Tym razem trasa 250 km do miasta Awasa zamieniła się 450 km wycieczkę odjazdem. Ale po kolei. Zadowoleni jechaliśmy od rana i właściwie do celu zostało nam tylko 40 km. Wtedy wjechaliśmy do małego miasteczka i tu miała miejsca pierwsza przygoda. Jakiś chory psychicznie człowiek biegnąc nago rzucił w naszą stronę małym kamieniem. Pierwszy z nich wylądował przed naszym autem, a drugi na naszym zderzaku. Nie było to groźne, lecz bez zatrzymania odjechaliśmy. Po kilku kilometrach nasi kierowcy otrzymali informacje o zamkniętej drodze w jednej z miejscowości na naszej trasie. Okazało się, że protestują tam studenci. Po krótkiej naradzie i konsultacjach z kierowcami jadacymi z przeciwka, postanowiliśmy zmienić trasę i nadrabiajac 200 km pojechać objazdem. Gdy przejeżdżalismy ponownie przez tą miejscowość, znów napotkaliśmy tego samego człowieka. Tym razem zatrzymał inny samochód naszej grupy i grupy podazajacej w tym samym kierunku. Na szczęście przejeżdżał obok patrol policji i szybko zatrzymali tego człowieka. My zaś rozpoczęliśmy długi objazd.
W ramach urozmaicenia tej drugiej podróży zatrzymaliśmy się w siedzibie rastafarian. Ich przełożony długo opowiadał o sprawach duchowych, ale samo miejsce sprawiało wrażenie twórczego nieładu, a nie miejsca kultu. Obrazu dopelniali młodzi i starzy mężczyźni sprawiajacy wrażenie spożycia nielegalnych substancji.
Tuż przed zachodem słońca dotarliśmy szczęśliwie do hotelu.
poniedziałek, 15 lutego 2016
15 lutego Awasa
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz