Dojeżdżając do Chicago już z daleka widać centrum znaczone wieżowcami. Zanim jednak tam dotrzemy robimy małą rundkę po przedmieściach. Wprawne oko bez trudu wyłapie polskie akcenty. Prawie na każdej ulicy znajdzie się szyld fryzjera, prawnika, sklepu spożywczego po polsku. Co więcej włączając radio możemy posłuchać polskiego radia z informacjami lokalnymi, ale też z naszego kraju. Czas jednak na poznanie najbardziej widowiskowej części miasta.
Pierwszy wieczór nie przywitał nas przyjazną pogodą. Pomimo deszczu wygrałyśmy się na kultową tutaj pizzę. Podawana jest na bardzo wysokim cieście faszerowanym dodatkami i serem. Całość zwieńczona jest świetnym sosem pomidorowym. Niezapomniane smaki, ale do najmniejszej trzeba kilku osób do konsumpcji. Był to jednak przedsmak tylko dnia następnego.
Z rana wyruszyliśmy na spacer po ścisłym centrum zwanym Loop. Co róż nowoczesne biurowce przeplatane są tymi, które powstały po wielkim pożarze. Jako uzupełnienie od czasu do czasu jak plomby pomiędzy wieżowce wciśnięte są też malutkie budyneczki lub nawet rezydencje. Znakiem po wielkim pożarze są też obecne na każdym starszym budynku zewnętrzne schody ewakuacyjne. Kalorie spalone na spacerze trzeba uzupełnić na lunchu. Wybraliśmy się do kultowego miejsca Portillos na najlepsze miejscowe hot-dogi. Miasto jest bardzo zadbane i pełne zieleni. Mieszkańcy mogą korzystać z wielu parków, a nadjeziorne promenady pełne są biegaczy. Nawet miejscowi żebracy, którzy są na każdym skrzyżowaniu, dodają temu miejscu kolorytu. Nie są nachalni i nikt nie może poczuć się przez nich zagrożony.
Kulminacją dnia był rejs architektoniczny. Jest to bardzo spokojny rejs stateczkiem po rzece Chicago pomiędzy wyrastającymi na obu brzegach wieżowcami. Perspektywa wody daje zupełnie inne spojrzenie na miasto. Wydaje się ono jeszcze bardziej ciekawe i ładniejsze. Mijane mosty, rodem z dawnej epoki, dodają jeszcze większego kolorytu wyprawie.
Tym sposobem, jak mówił przewodnik na statku, uzupełniliśmy obowiązkową trzy punkty podczas wizyty w Chicago, pizza, hot-dog i rejs statkiem.
Widzieliśmy już miasto z perspektywy pieszego i wody. Warto uzupełnić je jeszcze o perspektywę naziemną. Tą gwarantuje metro. Jest ono nietypowe, bo w samym centrum nie przemieszcza się pod ziemią, a nad ulicami. Dosłownie pociągi jadą na platformach zbudowanych nad ulicami. Co ciekawe są to konstrukcje jeszcze z końca XIX w. Po ścisłym centrum trasa metra to pętla. Wystarczy więc wsiąść do wagonika, by w szybki sposób objechać centrum. Każda z linii pokonuje tą pętlę, a następnie rozchodzą się one w różnych kierunkach. Jadąc w wagoniku można bez problemu zaglądać w okna miajnych biur i mieszkań. Jedziemy tak blisko, że nawet bardzo dokładnie widać zawartość ekranów komputerów.
Miasta nie poznasz dobrze, jeżeli nie zobaczysz go w nocy. Na pożegnalny wieczór zostawiliśmy sobie pokaz fontanny do muzyki wraz z fajerwerkami. Myślę jednak, że nikt nie może pozostać obojętny wobec widoku tylu podświetlonych wieżowców w takiej bliskości.
piątek, 24 sierpnia 2018
21-22 Chicago
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz