środa, 8 sierpnia 2018

7 sierpnia San Francisco

Wobec San Francisco nie można pozostać obojętnym. Drapacze chmur i w towarzystwie budynków zrekonstruowanych po pożarze z początku XX w. tworzą harmonijną całość. Przyjemnie w takiej scenerii się spaceruje, a na każdym kroku widoki jak z amerykańskiego filmu. Poranek był bardzo chłodny i pochmurny. Dodało to widokom zasnutych chmurami wieżowców tajemniczości. Dzielnica chińska, którą widzieliśmy już poprzedniego wieczoru dopiero budziła się do życia po nocnych imprezach. Godzinny spacer zakończyliśmy przejażdżką kultowym tramwajem linowym. Aby mieć większe szanse na przejażdżkę nie wsiadaliśmy na pierwszym przystanku, a dopiero na drugim. Dzięki temu ominęła nas godzinna kolejka, a z samej przejażdżki straciliśmy tylko jedną przecznicę. W ten sposób w dwóch grupach dotarliśmy do portu. Wykorzystując wolny czas mogliśmy poszwendać się po portowym mini centrum handlowo-turystycznym, zjeść coś na szybki lunch lub popatrzeć na okupujące portowe platformy lwy morskie. Po chwilach relaksu pozostała perełka dzisiejszego dnia, czyli most Golden Gate. Pogoda nie była dla nas łaskawa i co róż delikatne migiełki zasłaniały i odsłaniały perłę miasta. Pomimo trudności i przy odrobinie cierpliwości udało się nam go ujrzeć w prawie pełnej okazałości.
Jak wiadomo SF to miasto bardzo stromych ulic. Naslynniejsza z nich to ukwiecona serpentyna. Dozwolony jest na niej tylko ruch samochodów osobowych. Nawet nasz bus nie miałby szansy tam się zmieścić. Na pożegnanie z miastem mały rollercoaster samochodem. Podjeżdżamy do krawędzi jednej z najbardziej stromych ulic. Chwila spojrzenia w dół i ruszamy w tworzywie radosnych okrzyków. Po dojeździe pojawiają się natychmiast prośby o powtórkę, które też niezwłocznie zostały spełnione.
Czas się żegnać z San Francisco, które pozostawia bardzo dobre wrażenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz