Dzisiejsza pogoda przywitała nas bardzo słoneczną i upalną pogodą. Przez większość dnia temperatura przekraczała 30 stopni. Momentami było to bardzo uciążliwe.
Z rana odwiedziliśmy wioskę plemienia Dorze. Charakterystyczne są dla nich ich domy przypominające kształtem głowę słonia. Same budynki są bardzo trwałe, choć zbudowane tylko z bambusa i liści i mogą przetrwać nawet 100 lat. Co ciekawe są one cały czas podgryzane przez terminy i z upływem czasu maleją. Zmusza to budowniczych do regularnego powiększania drzwi. Z uwagi na dużą wysokość Dorze nie mogą uprawiać typowego zboża tef. Stąd typowa dla innych rejonów ynjera stanowi dla nich potrawę świąteczną. Na codzień spożywają oni placki przygotowane z rośliny zwanej fałszywym bananowcem. Z resztą roślina ta stanowi dla nich źródło przeróżnych substancji i wykorzystywana jest na wielu płaszczyznach. Liście stanowią doskonały budulec na dach, jak również nadają się na talerze lub papier do owijania. Z pnia wyrabia się substancję na placki oraz włókna na sznury i struny. Korzenie również przygotowywane są do spożycia, a ich część do rozpoczęcia nowej plantacji.
Nasz pobyt zakończyliśmy degustacją placka i alkoholu wyrabianego na bazie imbiru, anyżu, goździków i kilku innych przypraw. Po krótkiej sesji fotograficznej i zakupowej wyjechaliśmy w kierunku miasta na lunch.
Drugą atrakcją dzisiejszego dnia był rejs po jeziorze Chamo. W przybrzeżnych sitowiach wypatrywalismy pelikanów, czapl, hipopotamow, krokodyli. Nad nami zaś krążyły bieliki afrykańskie, które od czasu do czasu nurkowały błyskawicznie by złapać rybę. Krokodyli było bardzo dużo, a to z uwagi na podnoszący się poziom wody i zalanie ich niektórych siedlisk. Również bez trudu wypatrywalismy hipcie, które majestatycznie pływały w wodzie. Szczęśliwi z ilości napotkanych zwierząt wróciliśmy do naszej przystani.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz