Dzisiaj przemierzylismy naszym busikiem 380 km. Droga nie byla nawet zła, ale i tak wszyscy byli trochę wymeczeni. Na trasie mieliśmy dwa przystanki. Pierwszy był dłuższy, bo na godzinny spacer w parku narodowym Siemen. Widoki, jak to w górach, były piękne. Największe wrażenie zrobiło jednak stado jelad, wśród których mogliśmy swobodnie spacerować. Jelady to pewien gatunek pawianow, który charakteryzuje się na piersi czerwonym znamieniem w kształcie serca. Stąd ich potoczna nazwa, pawiany o krwawiacym sercu. Przez cały czas towarzyszyło nam dwóch panów z karabinami w formie eskorty. Miało to jednak bardziej komiczny charakter, bo zagrożeń nie ma tam żadnych, a karabiny wyglądały na bardzo wiekowe i zapewne nie miały amunicji. No cóż taki sposób miejscowych na dorobienie, a odmówić eskorty nie można.
Drugi przystanek był dużo krótszy. Stanęliśmy przy wiosce felaszy,, czyli etiopskich Żydów. Sama wioska jest bardzo biedna, a synagoga zaniedbana i niewykorzystywana. Wynika to z tego, że sporą grupę felaszy już lata temu ewakuowal Izrael, a ci co pozostali bardziej czują się etiopczykami i powoli przestają kultywowac tradycję przodków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz