Pierwsze spotkanie z Etiopią rozpoczynamy od stolicy. O poranku ruszyliśmy na największe wzgórze, gdzie znajduje się stary pałac władcy, który założył to miasto i ustanowił je stolicą. Pałac odbiega jednak od naszych wyobrażeń o tego typu budowlach. Składa się na niego szereg drewnianych pawilonów, które pozbawione są zewnętrznych dekoracji. Z zewnątrz nic nie świadczy o tym, że mieszkał tu wytworny władca. Zjeżdżając mijamy kobiety i osly objuczone naręczami drewna. Niewiarygodne jak one mogą unieść tak szerokie i ciężkie pakunki.
Nadszedł czas na kluczowy punkt dnia, czyli wizytę w muzeum narodowym, a tak naprawdę y naszej praprzodkini Lucy. Niestety obecnie wystawiona jest tam tylko kopia, a oryginał pokazywany jest niezwykle rzadko. Niemniej widok szkieletu osoby sprzed kilku milionów lat robi ogromne wrażenie. Tym bardziej, że do niedawna były to najstarsze odkryte szczątki praprzodkow ludzi.
Po szybkim lunchu odwiedziliśmy dwie świątynie ortodoksyjnego kościoła etiopskiego. Z jednej strony miesza się w nim pewien mistycyzm z muzyką i ceremonialnoscia. Z drugiej strony obie świątynie były zupełnie różne i w wielu aspektach pełne nieladu. Również ich architektura była zupełnie różna. Starszy św. Jerzego był bardzo podobny do cerkwi lub świątyni grekokatolickiej, natomiast nowsza katedra św. Trójcy bardziej przypomina katolickie bazyliki. Z tymi swiatyniami będziemy jeszcze obcować na północy i pewnie lepiej odczujemy tam ich ducha
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz