Można powiedzieć, że zwiedzanie Etiopii zaczęliśmy z wielkiego C. Wczoraj widzieliśmy jeden z największych skarbów kraju, czyli Lucy, a gdzieś drugi - skalne kościoły. Nie na darmo zostały one wpisane na listę UNESCO. Widok kilkunasto metrowych budowli wydrazonych wglab w skale budzi respekt. Znajduje się tutaj kilkanaście kościołów. Jedne są niewielkie, na kilka osób, a największe osiągają imponujące rozmiary i swobodnie zmieści się w nich nawet kilkaset osób. Każdy z nich jest bogato zdobiony i to zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz.
Wszystkie razem kościoły tworzą niesamowitą sieć, która połączona jest tunelami, wawozami i schodami. Na naszej trasie pokonywalismy ciasne, ciemne tunele i strome schodki ułożone z głazów.
Największe wrażenie robi jednak kościółek św. Jerzego. Nie ma on wewnątrz imponujących rozmiarów, ale widok z góry na tą konstrukcję w kształcie rownoramiennego krzyża zapiera dech w piersiach.
Na zakończenie naszego zwiedzania zostaliśmy zaproszeni na kawę do lokalnej kawiarenki. Trzeba przyznać, że nawet ja, która nie pijam kawy, z przyjemnością jej skosztowalam. W końcu być w kolebce kawy i jej nie spróbować, to byłby grzech.
Wieczorem mamy jeszcze degustacje lokalnego trunku tej, a rano znów czeka nas lot. Tym razem do Axum.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz