Do granicy amerykańskiej z Vancouver jest bardzo blisko. To bardzo uczęszczane przejście graniczne i stąd otwarte było kilka bramek. Niestetyśmy na wybranej bramce na wyjątkowego służbistę. Bardzo szczegółowo przepytywał nas o wszystkie przewożone pamiątki i to nawet najdrobniejsze. Na szczęście po dłuższej rozmowie i wymienieniu wszystkich t-shirtów, kubków i figurek jakie zakupiliśmy zostaliśmy wpuszczeni na terytorium USA. Dobrze, że to nasza przedostatnia granica. Na zakończenie musimy już tylko wrócić do Kanady przedostatniego dnia.
Nie spodziewaliśmy się, że w naszym kolejnym punkcie programu zastaniemy tak wysoki poziom obostrzeń. Fabryka Boeinga okazała się twierdzą, do której nie można wnieść telefonów ani torebek czy saszetek. Warto jednak przejść te procedury i niedogodności, bo ujrzenie procesu powstawania samolotu na żywo jest tego warte. W ramach trasy wycieczkowej oglądaliśmy dwie potężne hale, w których powstają 747, 777 i najnowocześniejsze 787 Dreamliner. Cześć samolotów była w początkowej fazie produkcji, ale najpiękniejsze Dreamlinery czekały prawie gotowe do opuszczenia hali i wylotu. Potęgę samolotów mogliśmy odczuć na koniec, gdy stanęliśmy pod silnikami wystawionymi do oglądania w muzeum firmowym. Człowiek czuł się przy nich bardzo malutki. Na przyzakładowym lotnisku mieliśmy szczęście zobaczyć 3 z 4 samolotów transportowych Dreamlifter, którymi prefabrykowane części przylatują do głównej fabryki z różnych zakątków USA. Na naszych oczach jeden z nich był rozładowywany czekał z otwartym lukiem ładunkowym. Polegało to na odsunięciu na bok całego ogona.
Zadowoleni z wizyty ruszyliśmy do Seattle. Pierwszy widok z góry sprawiał bardzo pozytywne wrażenie. Panorama miasta pełna jest wieżowców, a urody dodają jej zatoczki idealne na port. Gdy zjechaliśmy do najstarszej części czar prysł. Ulice były ponure, brudne i pełne bezdomnych, którzy bardzo dziwnie się zachowywali. Opinię o tym miejscu troszkę zmieniliśmy po spacerze równoległą ulicą. Była ona bardzo uporządkowana, czystsza i pelna ludzi. Zdecydowanie jest to miasto betonu i brakuje bezpośredniego dojścia do nabrzeży dla pieszych. To co jednak ze Seattle zapamiętamy, to olbrzymia ilość Starbucksów. Prawie na każdym rogu można je tutaj znaleźć. Nie ma się jednak co dziwić, bo to ze Seattle pochodzi Starbucks.
Z mieszanymi odczuciami odnośnie miasta ruszyliśmy na nocleg u podnóża Mt. Rainier. Góra już z daleka majestatycznie króluje nad okolicą, pokazując swój ośnieżony szczyt. W świetle zachodzącego słońca ten widok zapierał dech.
wtorek, 12 września 2017
11 września Seattle
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz