środa, 6 września 2017

5 września Skagway

Najbliższe dni będą chwilą spokoju na naszej trasie. Dziś w Whitehorse niespiesznie spacerowaliśmy po kilku uliczkach stanowiących centrum miasta. O tym, że tutaj sezon dobiegł końca, świadczy zamknięty od poniedziałku punkt informacyjny przy s/s Klondike. Jak to mówią miejscowi "Się is comming" nie wypowiadając na głos słowa "zimą". Miasto żegna nas cudowną pogodą z ponad 20 stopniami temperatury. Nareszcie można było pochować grube bluzy i kurtki. To przejaw kolejnej anomali pogodowej. Można nawet powiedzieć o swoistym okienku pogodowym. Dwa dni wcześniej i według prognoz przez kolejne dni ma być już zimno i deszczowo.
Dzięki tej wspaniałej pogodzie liczne punkty widokowe na trasie zapierają dech w piersiach krajobrazami, ślicznie podkreślonymi przez słońce. Dwa miejsca przebiły swoim pięknem wszystko. Pierwsze to jezioro szmaragdowe, z fantastycznym kolorem tafli. Wszystkim wydawało się, że będzie to widok numer jeden tego dnia, ale zdecydowanie najpiękniejszy był widok jeziora z idealnie płaską taflą, w którym niczym w lustrze odbijały się okoliczne góry. Tego widoku nie da się zwyczajnie opisać.

Przerwę w porze lunchu mieliśmy w miasteczku Carcross. Jego nazwa to zbitka słów cariboo i crossing idealnie oddająca pierwsze widoki białych odkrywców tych terenów. Z uwagi na ukształtowanie White Pass, czyli biała przełęcz, jest jedynym możliwym miejscem do przekroczenia gór nabrzeżnych. Dlatego też miasteczko stanowi stację początkową dla pociągu transportującego surowce i turystów nad wybrzeże. Sama trasa kolejowa należy do jednych z najbardziej urokliwych na świecie. Jako ciekawostkę należy zauważyć, że jest to kolej wąskotorowa. Na jej drugim końcu w Skagway wyeksponowane zostały dawne lokomotywy. Między nimi znalazła się też jedna z zamontowaną na czele olbrzymią tarczą, która w wyglądzie przypomina obecne maszyny do drążenia tuneli w skałach. Takie wyposażenie zakładano w okresie zimowym, gdy trzeba było przebić się przez nawet kilkumetrowe zaspy śnieżne.
I znów musimy cofać zegarki, gdyż przekraczamy po raz kolejny amerykańską granicę, by po kilku kilometrach znaleźć się u celu w Skagway. Podobnie jak inne miasteczka, jest ono niewielkie i zbudowane na kwadratowym planie. Nad niską zabudową górują wielopiętrowe wycieczkowce. Miasto zdecydowanie nastawione jest na obsługę masowego turysty i to tego zamożniejszego. Bez przesady można stwierdzić, że co drugi sklep to jubiler. Można też wyczuć w miasteczku nutkę westernu, bo do dzisiaj chodniki stanowią drewniane, wyniesione kładki. W okolicznych strumykach można zaobserwować mnóstwo łososi. Prawdopodobnie szykują się do dalszej drogi w górę strumieni ćwicząc nieustannie skoki. Niestety na dnie możemy ujrzeć całe mnóstwo ich martwych towarzyszy. Towarzyszący temu zapach nie pozwala długo delektować się oglądaniem skoków.

1 komentarz:

  1. Wspaniałe miejsca, zazdroszczę Ci Kamilo, świetne wygląda ten potwór do odśnieżania:)

    OdpowiedzUsuń