Sympatyczne miasteczko Teracce żegna nas przyjemną, rześką pogodą. Przed nami niezbyt daleka droga do Quesnel. Krajobrazy przy drodze są już bardziej różnorodne. Oprócz typowych górskich widoków, naszym oczom ukazują się równiny oraz duże połacie lasów. Przydrożne znaki drogowe nadal ostrzegają przed dziką zwierzyną, ale my już nie liczymy, że ją uchwycimy naszymi obiektywami. Po drodze zaliczyliśmy krótki przystanek w wiosce indiańskiej. Nie jest to jednak widok typowy dla skansenów lub filmów o Winnetou. O pochodzeniu mieszkańców świadczy właściwie wyłącznie rząd totemów. Nawet pozostałości po dawnym kościółku anglikańskim mogłyby niejednego turystę zmylić. Totemy opowiadają historie różnych klanów, a w przypadku powalenia przez siły natury, pozostawiane są na swoim miejscu.
Pogoda, jak to w górach, potrafi być bardzo zmienna. Tuż przed dojazdem do celu całkiem niespodziewanie spotkała nas nawałnica gradu.
Jak większość tutejszych miasteczek Quesnel jest niewielkie i zbudowane na prostopadłej siatce. Ich wyróżnikiem są zdobione malunkami hydranty. Wydana została nawet mapka z przewodnikiem po tych osobliwych atrakcjach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz