Dzisiaj prawdziwy dzień drogi. Do przejechania mamy ok 900 km. Zanim jednak ruszymy w drogę warto przyjrzeć się największemu miastu Alaski. Topografia miasta jest bardzo łatwa z uwagi na szachownicowy układ ulic. Dodatkowo sprawę ułatwia numeracja, która w jedną stronę jest kolejnymi liczbami, a prostopadłe do nich ulice nazwane są kolejnymi literami. Co ciekawe na głównej ulicy oprócz budynków administracji królują sklepy z pamiątkami. Po zakupach czas zapakować się do naszego busa i podjąć wyzwanie długiej trasy. Stan drogi jest świetny, ale szybką jazdę uniemożliwiają wspaniałe widoki. Zwyczajnie nie da się nie zatrzymać i nie zrobić zdjęć tych cudownych krajobrazów. Wspaniałych widoków nie brakuje, bo praktycznie cała trasa prowadzi wzdłuż gór Chugach i parku krajobrazowego Wrangell Św. Eliasza. Dodatkowego uroku dodaje pełna jesienna paleta barw lasów porastających stoki. Można byłoby siedzieć na punktach widokowych godzinami i kontemplować te cuda natury. Małym bonusem z uwagi na braki czasowe był lunch na jednym z takich punktów, na wprost nas, prezentował się lodowiec Manatuska.
Cała dzisiejsza trasa to taka Alaska w pigułce. Podziwialiśmy wysokie szczyty skąpane w puchu białego śniegu, lodowce majestatycznie spadające w doliny, płytkie jeziorka, w których lubią żerować łosie, lasy borealne oraz feria barw lasów liściastych w niższych partiach. Przyglądając się mijanym samochodom można zauważyć dwie główne grupy. Jedną stanowią myśliwi ciągnący na przyczepkach swoje quady, niekiedy nawet po dwa lub dwuosobowe, a drugą pickupy z zaczepioną na nich przyczepą campingową. Zakres mijanych rejestracji jest też bardzo szeroki i mijamy kierowców nawet z odległych stanów.
poniedziałek, 4 września 2017
3 września droga do Beaver Creek
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz