Przygraniczne Beaver Creek to właściwie drobna osada z kilkoma domami, motelem dla podróżnych, kościółkiem dla kilkunastu wiernych i ostatnią stacją przed granicą. Mimo to nawet kanadyjscy pogranicznicy swój postarunek woleli usytuować w tej drobnej osadzie niż na rzeczywistej granicy 20 km dalej. Na pożegnanie tej osady odwiedziliśmy bardzo niezwykłego człowieka o korzeniach holenderskich. Prowadzi on samozwańcze muzeum, w którym zebrał mnóstwo przedmiotów życia codziennego z okresu budowy Alaska Highway. Niestety jest to wyeksponowane w bardzo prowizorycznych warunkach. Niewątpliwą atrakcję stanowią jednak odrestaurowane samochody, a perełką w kolekcji jest ciężarówka, która służyła budującym drogę oraz Ford z lat 20.
Pogoda w Beaver Creek napawała optymizmem w kontekście zaplanowanego lotu nad polem lodowym w okolicach Mt. Logan. Słoneczko pięknie świeciło, a na horyzoncie tylko nieliczne chmurki. Niestety pierwsze wieści z lotniska były niepomyślne. Wiatr jest za silny i na teraz lot jest niemożliwy. Po dojeździe na miejsce najgorsze przypuszczenia się spełniły. Prognozy na najbliższy czas były tak niepomyślne, że zdecydowano się zamknąć je na dzisiaj. Pozostało nam z żalem odjechać na piknik. Tym razem rozstawiliśmy się na polu biwakowym obok jeziora Kluane. Grillowany łosoś był przepyszny i rozszedł się błyskawicznie.
Gdy ruszyliśmy z biwaku byliśmy świadkami niezwykłego zjawiska. Nad taflą wody w zatoczce jeziora unosiły się drobinki skał, które z daleka wyglądały jak mgła przewiewana wiatrem.
Nasze szczęście do zwierząt chyba pozostało gdzieś w kraju, bo to kolejny dzień, gdy na naszej trasie nie widzimy przedstawicieli największych gatunków. No może z wyjątkiem bardzo ładnego filmu promującego region w centrum turystyki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz